wtorek, 31 marca 2020

Nawrócenie to złe określenie

Powinno brzmieć raczej „powstanie” i kojarzyć się z... wiosną. Myślę, że ten „grzech ciężki” - to radykalne odwrócenie się od Boga - to w praktyce rodzaj „focha” którego każdy z nas doznaje - czy to wierzący, czy niewierzący - ochrzczony, czy nie - kiedy coś w jego życiu, coś co było dla niego ważne, nie dzieje się tak jakby on chciał. A nawet, kiedy zapowiada się, lub już się przesądziło, że się nie spełni. Kto wie, może nawet w moim życiu to było pragnienie zostania gwiazdorem rockowym? Z zewnątrz, lub kiedy się samemu już przekroczy takie niespełnione pragnienie, wydaje się to mało poważne, ale z wewnątrz i na danym etapie życia, od tego na prawdę zależy cała jakość życia. Często jest tak, że w imię tego marzenia poświęciło się wiele innych. Być może to jest to „ostatnie” prawdziwe marzenie. Kiedy ono pryska, nim ono pryśnie, ale już wiadomo, że tak się stanie - człowiek się „obraża na życie”. Obraża się wtedy często na rodziców, obraża na kolegów i obraża na Boga albo Kościół - jeśli jest w Kościele. Obraża się też, a może - w pierwszej kolejności - na siebie. I jest w tym wszystkim uczciwy i konsekwentny. A dla otoczenia - co tu ukrywać - wkurzający.
Ze wszystkich stron zaczyna dostawać kary. Ma „focha” a nikt się nad nim nie lituje. A jeśli lituje, to nie tak się lituje jak on chce. A on sam nie wie czego chce. To jest kompletna porażka życiowa, wszystko idzie źle i chciałoby się uciec, choćby w samobójstwo. Ale ucieka się w depresję, zamknięcie w sobie, sen, bierność, a jak się do tego dołoży narkotyki albo alkohol, to i na skraj choroby psychicznej. Tam wcale nie jest źle, pod warunkiem że się konsekwentnie ignoruje wszystkie kolejne straty i osunięcia wartości życiowych. To, co jest dobre, to że na fali abnegactwa można też pozbyć się nałogów społecznych, nabrać obojętnego stosunku do dóbr materialnych... No, ale po co to komu by było, gdyby miał już nigdy nie ożyć?
Jest jednak problem z tym „ożyciem” czy “powstaniem” - bo mosty powrotne do dawnych znajomych są już popalone. Niejednokrotnie już i sami znajomi przezywają podobny proces... Pytanie jest - dokąd iść? A nie ma już tych marzeń, które kiedyś nadawały kierunek.
Przypomina mi to wiosnę, kiedy pogoda jest kapryśna, nie daje jeszcze dobrego samopoczucia, a ciało rozleniwione, zaniedbane i ociężałe. Jest pokusa, żeby obrazić się na ten okrutny świat i siedzieć biernie pod kocem. Ale wtedy przegapia się lato, a czasem kilka dobrych lat się spędza w takim grobie. I oczywiście jest coraz gorzej, coraz bardziej jest się złym na siebie i samousprawiedliwia się własną niemoc winami innych. A inni dostarczają - jak na zamówienie - stosownych powodów, bo to jest reakcja na takiego „ostańca”. Umysł też staje się nieruchomy od tej depresji i niezdolny coś zmienić. Nie ma więc - na szczęście - dokąd wracać, nie ma też - na szczęście - dokąd iść. Nie ma też żadnej gwarancji, że coś się uda czy powiedzie. Ale trzeba się ruszać - trzeba żyć - bo inaczej się umrze. I jest to bardzo zdrowa i realistyczna sytuacja, już nie jakieś sentymenty wobec przeszłości, już nie mrzonki o nieosiągalnych celach. To jest kontakt z rzeczywistą rzeczywistością i koniecznością życia mimo wszystko, mimo porażek, mimo braku gwarancji. No i trzeba ruszyć tyłek. Samemu. A to jest najtrudniejsze. Nawet nie wiadomo jak. Trzeba cośkolwiek robić i jak się da. Trzeba zacząć chcieć. I to jest to „nawrócenie” - to wiosenne powstanie zastałego a nawet martwego ciała. I jakie to jest widoczne! Kiedy „waleń” wybiega, żeby spróbować joggingu po raz pierwszy od lekcji w podstawówce. Oczywiście, jest to śmieszne - ale też budzi szacunek. Otoczenie widzi jak człowiek upadły zaczyna budować siebie od podstaw. Ci, którzy już to przeszli, nie będą się naśmiewać tylko wyciągną pomocną dłoń. Ci, którzy będą się naśmiewać, będą mieli swoje nawrócenie - po tym, jak im się wypalą życiowe sukcesy i aspiracje. Dlatego to jest sprawiedliwe, bo każdy z nas się kiedyś tak z kogoś śmiał, nie rozumiejąc że sam będzie w jego miejscu.

poniedziałek, 23 marca 2020

Samotność

To dla niej masz porządek w szafie
I pozbyłeś się niepotrzebnych gratów
Przy niej czuwasz dniami i nocami,
Mając nadzieję, że kiedy umrze, zostawi ci wszystko
To dla niej zrobisz co rano śniadanie,
To co lubi, tak jak lubi i o której sobie życzy
Dla niej wyrzucisz śmieci, zrobisz zakupy i zmyjesz naczynia,
Pozwalając jej na słodkie lenistwo
Przyniesiesz wieczorną herbatę,
Żeby mogła poczytać ulubioną gazetę
Wysłuchasz z nią jej ulubionego radia,
I tego, jak rozmawia przez telefon ze swoją mamą
Z tobą zrozumie się bez słów,
Wasze gesty są tak naturalne i spontaniczne
Przy niej możesz być sobą,
Nic przykrego cię z jej strony nie spotka
Nie będzie się czepiać ani obwiniać,
Zawsze stanie po twojej stronie
Nie powie trudnej prawdy prosto w oczy
- Jest na to zbyt taktowna
Przyzwyczaiłeś się już do jej milczenia,
Jej niechęci do masaży i prezentów
Nie jest romantyczna, ale za to wierna,
Wszak obiecała, że nie opuści cię aż do śmierci
Da ci stabilność i oparcie w trudnych chwilach,
Cierpliwie wysłucha powstrzymując się od rad
Na koniec przeglądając się w lusterku powie ci, że cię kocha,
Żebyś tylko nigdy, przenigdy jej nie opuścił

wtorek, 10 marca 2020

Nic się nie zmieniło

Cały czas było tak samo
W powietrzu wisiała smierć i nienawiść
Każdy zamknięty w swoim pokoju

Korytarz jak w więzieniu za pozamykanymi drzwiami

Chciałem to przespać w znieczuleniu
To podłe jedzenie i gesty na siłę
Pijackie amoki i kłamstwa w żywe oczy

Pragnąłem, żeby wszyscy umarli

Ale nic się nie zmieniło