Zadajmy sobie pytanie: Czy to menedżer potrzebuje podwładnego, czy podwładny menedżera?
Odpowiedź: Tak uczciwie rzecz biorąc, to podwładny potrzebuje menedżera. Menedżer nie potrzebuje podwładnego, bo do czego? Żeby mieć kim rządzić? Organizacje nie zatrudniają pracowników, po to żeby mieć kim rządzić. Ale zatrudniają menedżerów, po to żeby „rządzili/kierowali” pracownikami. Menedżer jest więc dla pracowników, tak samo jak dla nich jest księgowy, informatyk, ochroniarz czy sprzątaczka. Menedżer - owszem - bez podwładnych nie ma racji bytu. Tym bardziej widać, że jest dla podwładnych. A nie podwładni dla niego.
Jeśli więc menedżer jest dla podwładnego, to z tego wynika że to podwładny potrzebuje menedżera. Menedżer podwładnego nie potrzebuje - on jest dla podwładnego. Udziela mu wsparcia. Ten, kto udziela wsparcia nie potrzebuje tego, komu udziela wsparcia.
Może być tak, że menedżer nie udziela wsparcia. Lub że podwładny nie potrzebuje określonego wsparcia od menedżera. W takich przypadkach menedżer jest niepotrzebny.
Ale (!) z tego, że jest niepotrzebny menedżer powinien się cieszyć. Menedżer nie powinien być menedżerem dla samej sztuki. Jeśli jest niepotrzebny, powinien się powstrzymać od działania. Dobre zarządzanie bowiem to pomaganie tam, gdzie jest to potrzebne, a nie przeszkadzanie tam, gdzie nie trzeba pomocy.
Inteligentny człowiek na podstawie powyższego powinien móc dokonać rozsądzenia w kwestii podziału władzy pomiędzy współczesną kobietą a mężczyzną -
Jeśli mężczyzna twierdziłby, że potrzebuje posłuszeństwa kobiety, to zaprzeczałby swojej nadrzędności. Byłby sprzeczny we własnych oczekiwaniach. A jeśli kobieta de facto nie potrzebuje mężczyzny, to po co on jej?
Jedyne, co mogłoby uzasadniać zwierzchność jednego nad drugim to potrzeba jednej ze stron posiadania takiej zwierzchności. Jeśli u żadnej ze stron nie ma takiej potrzeby, to zwierzchnik jest niepotrzebny,
Żadne „dogmaty” tego nie zmienią. Gdyby ktoś był najedzony to wbrew naturze byłoby, żeby - mimo braku potrzeby - jadł. To byłoby bez sensu i złe. Tak samo uznawanie czyjegoś zwierzchnictwa.
Rozumiem, że mężczyzna może chcieć się czuć potrzebny. Ale jeśli nie jest, to powinien umieć to sobie odpuścić. I nie wszczynać batalii o „rolę” mężczyzny.
Nie wyklucza to sytuacji, kiedy kobieta czy mężczyzna faktycznie może potrzebować „kierownika/przełożonego”. Dopóki jednak radzi sobie bez niego - powtarzam - „kierownik” jest bez sensu.
W dzisiejszych czasach Panie radzą sobie tak świetnie, że - mężczyzny nieraz nie potrzebują. Czy to jest jakiś problem? Chwała im za to. A jeśliby mężczyzna potrzebował kierownictwa kobiety, to co w tym złego?
Tradycyjny podział ról w małżeństwie opiera się na założeniu, że mężczyzna jest przydatny kobiecie jako zwierzchnik. Jeśli tak nie jest to powinien zająć się czymś innym.
Kobieta jak będzie potrzebowała kogoś, kto jej będzie mówić co ma robić, to się „zgłosi”. Owszem, jest wolna.
A jeśli kobieta tego nie chce, to mężczyzna jej jest zupełnie po nic.
Więc mężczyzna jest potrzebny jako zwierzchnik albo wcale? A gdzie miejsce na miłość i po prostu byciem razem?
OdpowiedzUsuńMiejsce na miłość i bycie razem jest wszędzie
UsuńPołożna:
- A gdzie się państwo starali o dziecko? (w sensie: w jakiej instytucji)
- W sypialni
Jeśli np. randka to po prostu „miłość i bycie razem” to poszlibyście do tej restauracji którą ty lubisz, czy ona?
UsuńDo tej co ona.
Dlaczego? Bo jesteś jej menedżerem. Jesteś dla niej.
A jeśli ona chciałaby żebyście poszli do tej co ty lubisz, to byście poszli do tej do której ty lubisz. Dlaczego? Bo jesteś jej menedżerem. Jesteś dla niej.
A kiedy nie będzie chciała z Tobą wcale iść na randkę, tylko mieć czas dla siebie. Wtedy właśnie będziesz niepotrzebny. O tym jest tekst.