czwartek, 27 lutego 2020

Nie potrafiłbym żyć bez spokoju wewnętrznego

W kontemplacji ważne żeby zachować jakąś „własną” postawę, która będzie mnie mówiła że kontempluję. A nie - śpię, albo czytam gazetę w metrze.

Tą postawą może być dowolny „znak” np. odwrócenie się do ściany, zapalenie świecy albo uklęknięcie przy łóżku. Coś czego się normalnie nie robi.

To zupełnie osobista sprawa. Ten znak służy tylko mnie. On oddziela mój czas kontemplacji od innych momentów życia. Czyni ten czas czymś wyjątkowym.

I tylko to jest ważne. Nie rządzą żadne inne reguły. Regułami jest brak reguł.

To jedyna ucieczka od świata. Zanurzam się w nią kiedy mam dość wszystkiego. I nie opuszczam tego stanu, aż osiągnę - tego bez czego nie wyobrażam sobie życia - czyli pokoju wewnętrznego.

Podczas kontemplacji może się przydarzyć wszystko - może dzwonić telefon, szczekać pies, dziecko wchodzić na głowę, przypomnieć się że miałem coś ważnego zrobić. To wszystko jest bez znaczenia.

Nie wiem ile to będzie trwało. Choćby nawet miało trwać wiecznie! Dopóki nie znajdę oparcia w sobie, dopóki nie usłyszę siebie, to dalej nie pójdę.

W praktyce powinno wystarczyć z pół godziny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz